Lekarze załamani stanem służby zdrowia. „Jestem po prostu zmęczona ciągłą walką z systemem”

Chociaż fala emigracji na zachód niedawno opadła, niektórzy znów siedzą na spakowanych walizkach. „Jestem po prostu zmęczona ciągłą walką z systemem” – mówi Patrycia Matczuk, pediatra z warszawskiego szpitala.

Jest zmęczona trudnościami organizacyjnymi i finansowymi państwowego funduszu zdrowia NFZ. Szpitale nie mają wystarczającej liczby łóżek i są na skraju bankructwa, problemem staje się nawet zamówienie leku, wszędzie brakuje lekarzy, pielęgniarek i ratowników medycznych. Matczuk uczy się niemieckiego, gdyż planuje wyjechać do Austrii wraz z mężem.

Lekarze z krajów spoza UE mają teraz wypełnić lukę w polskim systemie ochrony zdrowia. Pod koniec listopada parlament przyjął nowelizację ustawy, która ma na celu uproszczenie i przyspieszenie licencjonowania lekarzy spoza UE. Zgodnie z tym lekarz ze wschodu może uzyskać licencję zawodową, jeśli posiada specjalizację, może udowodnić trzyletnie doświadczenie w tej dziedzinie i złożyć oświadczenie, że posiada wystarczające umiejętności językowe.

Polscy lekarze mogą narzekać na narodową służbę zdrowia – warunki są atrakcyjne dla ich kolegów ze Wschodu. Lekarze z Ukrainy i Białorusi mogą liczyć na pensje w Polsce od trzech do czterech razy wyższe niż w ich kraju – mówią znawcy branży Kacper Gąsienica-Byrcyn i Krzysztof Inglot. Kusi ich również możliwość pracy z nowymi technologiami i urządzeniami. Na Białorusi, zdaniem Gąsienicy-Byrcyna, są też problemy polityczne: wielu lekarzy czuło się uciskanych przez Aleksandra Łukaszenke.

Szpitale, które desperacko poszukują lekarzy, często oferują zakwaterowanie zainteresowanym. W pakiecie znajduje się również kurs języka polskiego. Opierając się na swoich doświadczeniach z rekrutacją pracowników z Ukrainy, Inglot mówi, że lekarz z rodzimym językiem ukraińskim lub białoruskim może nauczyć się języka polskiego na tyle, aby porozumiewać się z pacjentami w ciągu trzech miesięcy. Uważa, że pierwsi lekarze rozpoczną pracę w styczniu.

„Dodatkowym problemem jest to, że rząd planuje poluzować kryteria weryfikacji umiejętności tych lekarzy z krajów spoza UE niż lekarzy własnych” – skrytykował rzecznik Stowarzyszenia Lekarskiego Rafał Holubicki. Planowany egzamin z poziomu języka również nie jest wystarczający. „To niepokojące. Zwłaszcza, że ​​mogłoby to zagrozić zdrowiu i życiu naszych pacjentów”

Źródło: https://www.saechsische.de/